Motocykle elektryczne - studzimy głowy, porządkujemy fakty [FELIETON]
Ośmielam się stwierdzić, że od ordynarnego kłamstwa znacznie gorsze są półprawdy. Niestety w dużej mierze właśnie na nich zbudowana jest aktualnie dyskusja o motocyklach elektrycznych, a sporą dawką złej woli oraz ignorowania faktów wykazują się zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy tego rodzaju napędu.
Uczestników toczących się w sieci i w bezpośrednim kontakcie rozmów o motocyklach elektrycznych, czy szerzej, pojazdach z takim napędem, można zasadniczo podzielić na dwie grupy.. Pierwsza stara się całkowicie ignorować temat, uważając, że to chwilowa moda z której nic poważnego się nie rozwinie, że tylko motocyklowe "łututu" ma sens, a poza tym nie bo nie. Z nimi zazwyczaj po prostu nie ma gadki, bo każdy ich argument służy tylko i wyłącznie najpierw wyśmianiu, a później wygaszeniu tematu. Motocyklowy klimat ma pozostać taki, jaki jest.
Grupa druga to osoby zainteresowane, zwolennicy lub przeciwnicy, u których nie brakuje niestety mocno jednostronnego spojrzenia. Jedni pod każdym artykułem na temat jednośladów na prąd wrzucają linki do publikacji w stylu "naukowcy potwierdzają - pojazdy elektryczne trują bardziej niż spalinowe". Inni z kolei lubują się w alarmistycznych teoriach na temat zmian klimatu i potrzebie natychmiastowego odrzucenia aromatu benzyny.
Prawda nie zawsze leży pośrodku, ale mam wrażenie, że w tym przypadku rzeczywiście jedzie mniej więcej środkowym pasem. Dyskusja o motocyklach elektrycznych sprowadza się zasadniczo do trzech punktów - szeroko rozumianej ekologii, pojemności baterii i związanym z tym zasięgiem oraz kwestii motocyklowych dogmatów estetyczno-akustycznych. Spróbuję nieco uporządkować każdy z nich i uczciwie przedstawić aktualny stan rozwoju elektryków na tym polu. Internetowy felieton wymaga w miarę zwięzłej formy, wybaczcie więc, że swój punkt widzenia przedstawię mocno skrótowo.
Czy napęd elektryczny jest czysty?
Mityczna "czystość" lub jej brak w przypadku pojazdów elektrycznych (w skrócie EV) często jest źródłem nieporozumień, ponieważ trzeba na nią spojrzeć z dwóch punktów - globalnego i lokalnego.
W kwestii dotyczącej całej planety trzeba uczciwie powiedzieć, że aktualna technologia produkcji baterii oraz ich ograniczona żywotność nie mają nic wspólnego z ekologią. Akumulatory produkuje się z wykorzystaniem wielu toksycznych substancji, a ich pojemność z każdym ładowaniem systematycznie spada. Zużyte stają się prawdziwą bombą ekologiczną - są ciężkie, trujące i kłopotliwe w utylizacji. Ponadto samo pozyskiwanie prądu w wielu miejscach na świecie wciąż odbywa się głównie z użyciem paliw kopalnych, zmienia się więc tylko miejsce emisji szkodliwych gazów do atmosfery.
Z drugiej strony, czysto lokalnie, obecność pojazdów elektrycznych znakomicie wpływa na jakość przestrzeni publicznej, zwłaszcza w gęsto zaludnionych rejonach i zabudowanych miastach. Nie ma miejscowej emisji spalin, a pojazdy te nie generują uciążliwego hałasu. Bo umówmy się - można kochać mgiełkę z wydechu i rasowe dudnienie silników spalinowych, ale by stale pracować, rozmawiać czy wypoczywać w ich towarzystwie, trzeba być prawdziwym maniakiem. Jest nas coraz więcej, żyjemy coraz bardziej stłoczeni i po prostu potrzebujemy nowych, bezemisyjnych rozwiązań.
Źródło energii - źródłem sukcesu
Trzeba sobie jasno powiedzieć - na obecnym etapie motocykle elektryczne nie są i jeszcze długo nie będą pojazdami przydatnymi do dalszej turystyki. Ich żywiołem i właściwym polem zastosowania jest miasto oraz jego okolice, ewentualnie tory wyścigowe - asfaltowe i offroadowe. Obecnie produkowane modele wyposażone są w baterie, pozwalające przejechać na jednym ładowaniu średnio od 100 do 300 km. Samo ładowanie ze zwykłego gniazdka trwa wiele godzin, a nawet na nowoczesnych stacjach, których wciąż jest jak na lekarstwo, trzeba na to poświęcić naprawdę dużo czasu. Pod tym względem elektryki nie mają startu do pojazdów spalinowych, w których uzupełnianie paliwa na kolejne kilkaset kilometrów trwa minutę.
Z drugiej strony, nie każdy jest turystą. Wielu motocyklistów na co dzień porusza się wyłącznie po mieście, a w weekendy spotyka ze znajomymi na krótkich wycieczkach "na zapiekanki". W tym wypadku już obecna technologia jest pod względem oferowanego zasięgu zupełnie wystarczająca. Sugerowanie, że motocykl elektryczny zatrzyma się tuż po wyjechaniu spod domu jest więc mocnym nadużyciem.
To już nie to samo?
Pojazdy spalinowe są obecne w życiu wielu z nas od zawsze, do tego kultowy status "dobrych wibracji" i niepowtarzalny dźwięk - rzeczywiście, porzucenie tego może być trudne. Weźmy jednak pod uwagę to, że jest to punkt widzenia zupełnie subiektywny, oparty na tym, co już znamy. Często związany bardziej z młodością i dobrymi wspomnieniami, niż z rzeczywistymi zaletami.
Kolejne pokolenia ludzi będą startowały z zupełnie innego miejsca. Elektryki, czy to w formie hulajnóg, e-rowerów, skuterów czy małych motocykli już dziś są elementem ich codzienności. Moim zdaniem starania, by jak najbardziej zbliżyć sposób pracy pojazdów EV do spalinowych, chociażby poprzez montowanie emulatorów dźwięku, jest zupełnie bez sensu. Te maszyny mają wystarczająco dużo własnych, unikalnych cech, wśród których dominują zalety.
Rozumiem również, że dla bardzo licznej grupy powtarzana sekwencja sprzęgło-bieg-gaz jest nienaruszalną świętością. Brutalna prawda jest jednak taka, że silniki elektryczne napędzają pojazdy dużo sprawniej. Pełen moment obrotowy dostępny od razu po odkręceniu manetki, zero dziur na zmianę biegów, dużo mniej elementów ruchomych, łatwiejszy serwis - to tylko część przewag tego napędu. Nie jeździłem zbyt wieloma motocyklami i skuterami elektrycznymi, ale różnica w reakcji pomiędzy chociażby tradycyjną 125-tką, a jej odpowiednikiem, np. Super Soco TC Max, jest kolosalna. To coś, do czego trzeba się przyzwyczaić, ale jednocześnie łatwo to pokochać.
Przyszłość? Tylko lepsza
Moim zdaniem przyszłość pod znakiem pojazdów elektrycznych jest już przesądzona. Poszło na to zbyt wiele energii, pieniędzy i szerokich działań politycznych, by teraz to odwrócić. Wspomniana przeze mnie grupa dogmatycznych przeciwników cichego napędu zdaje się trzymać głowę pod poduszką i niczym krnąbrne dziecko udawać, że nie widzą i nie słyszą, a świat jaki znają, będzie trwał w nieskończoność. Nie będzie - zasłużona dla ludzkości technologia silników spalinowych nieubłaganie odchodzi na emeryturę.
Każda udana technologia ma swój etap niemowlęcy, po którym stopniowo pnie się na szczyt. Starsi motocykliści na pewno pamiętają jeszcze czasy, w których przyjemności z jazdy towarzyszyła konieczność częstej, regularnej obsługi maszyny. Okresy międzyprzeglądowe współczesnych motocykli spalinowych, które są obecnie w szczycie (i końcówce) rozwoju sięgają już 12 tysięcy kilometrów, w czasie których lejemy tylko paliwo i raz zmieniamy olej. Uważam, że zupełnie nie ma powodu nie wierzyć w równie udany rozwój maszyn EV.
Umiemy robić świetne silniki elektryczne, problemem jest już niemal wyłącznie magazynowanie energii, czyli - baterie. Tutaj prace postępują wielotorowo. Naukowcy z całego świata pracują nad nowymi rodzajami akumulatorów, z których obecnie najbardziej przyszłościowe wydają się półprzewodnikowe. W tradycyjnych bateriach, np. szeroko obecnie stosowanych litowo-jonowych, elektrolit ma formę płynną lub półpłynną. Oprócz ograniczonej pojemności wymusza to również ich regularny, pudełkowaty kształt. W bateriach półprzewodnikowych elektrody i elektrolity mają postać stałą, są dużo gęstsze i mogą zmagazynować dużo więcej energii, a przy tym są trwałe. Co więcej, takie baterie mogą przybierać niemal dowolny kształt, mogą więc dosłownie "oblewać" silnik dookoła, pozwalając projektantom na uzyskanie dowolnej stylizacji. Lider w pracach nad tą technologią, koncern Toyota, zapowiedział premierę pierwszego modelu z tym typem akumulatorów już na przyszły rok.
Zmiany następują również w myśleniu o sposobach dostarczania energii do pojazdów elektrycznych. Powstaje coraz więcej coraz szybszych i wydajniejszych stacji ładowania, które są zdolne naładować motocykl nawet w kilka, a auto w kilkanaście minut. Moim zdaniem jednak w przypadku jednośladów prawdziwą rewolucją może stać się system wymiennych baterii, rozwijany głównie przez firmy z Tajwanu, do których dołączają japońscy giganci - przykładem jest niedawno ogłoszona współpraca Yamahy i Gogoro. Założenie jest niezwykle proste - jednoślady różnych producentów będą wyposażone w standaryzowane baterie, które będzie można szybko wymienić na pełne w automacie przypominającym paczkomat - bez czekania na ładowanie. Jeśli uda się w przyszłości zbudować odpowiednio gęstą sieć takich punktów, nikt nie będzie z rozrzewnieniem wspominał szybkich tankowań na stacji benzynowej.
Są jakie są
Podsumowując - moim zdaniem warto na motocykle elektryczne patrzeć póki co bez zbędnych zachwytów, mając świadomość ich praktycznych braków ale też bez uprzedzeń. To dobra, przyszłościowa technologia, która wciąż się rozwija. Nie jest w tej chwili zupełnie czysta, ale ma szansę stać się taką, jeśli do przodu pójdzie nie tylko sposób wytwarzania baterii, ale i cała energetyka. Atom, elektrownie wodne, farmy wiatrowe i słoneczne czy wreszcie synteza termojądrowa i inne futurystyczne tematy? Nie wiem, pożyjemy, zobaczymy. Ludzkość jest sprytna i uparta.
Jesteśmy obecnie w ciekawym etapie przejściowym, gdzie jeszcze przez kilka dobrych lat maszyny spalinowe i elektryczne będą funkcjonowały obok siebie. Jest więc szansa, że zarówno tradycjonaliści, jak i fani postępu będą zadowoleni. Nie ma nic lepszego, niż mieć samych zadowolonych ludzi wokół, prawda?
Komentarze 7
Pokaż wszystkie komentarzeJest jeszcze ważny temat podatków. Jak się obłoży podatkami, akcyzą... prąd na skalę podobną jak paliwa to ciekawe ile będziemy płacili za oświetlenie mieszkania. A to że państwo nie odpuści to ...
OdpowiedzMoże dlatego, że liczę sobie prawie 50 wiosen, a na jednośladach jeżdżę od 11 roku życia przeraża mnie wizja elektrycznych motocykli i samochodów. Jednak wiem, że postęp jest nieunikniony i z ...
OdpowiedzZ pewną nieśmiałością chciałbym zauważyć, że pojazdy elektryczne nie są ekologiczne, jak się je często przedstawia i prawdopodobnie nigdy nie będą. Nie chodzi tylko o same akumulatory, które są ...
OdpowiedzOK, ale determinizm, pod tytulem "wszystko juz jest przesadzone" i elektryfikacja nastapi chocby skaly sraly, to dosc ryzykowne stwierdzenie, o ile nie ma oparcia w ekonomii. To ze koszt zawsze ...
OdpowiedzMasz rację, jednak problem polega na tym, że obecnie nie zawsze (coraz rzadziej) interes ekonomiczny jest leitmotiv'em działania polityków. Niestety w ostatnim czasie do głosu dochodzą bardzo silne grupy, które momentami działają jak grupy terrorystyczne. Wystarczy wspomnieć o Greenpeeace. Są to tak sile grupy, że potrafią osiągnąć swój cel, bez patrzenia na interes społeczny. Wystarczy prześledzić, co zrobili u siebie Niemcy z elektrowniami węglowymi i atomowymi, zastępując je tzw. odnawialnymi źródłami energii. Zysk dla środowiska okazał się żaden, a koszt dla społeczeństwa ogromny. Nie zmieniło to jednak faktu, iż partia Zieloni uzyskała w ostatnich wyborach w Niemczech historycznie wysoki wynik. Dzisiaj prawa ekonomii można wsadzić między opowieśi z mchu i paproci. Dzisiaj rządzą korporacje i wspierane przez nie grupy, jak choćby Greenpeace.
OdpowiedzTo miala byc odpowiedz na post Konrada, ale cos poszlo nie tak ;-)
OdpowiedzMerytoryczny, wyważony artykuł, przedstawiający problematykę (dosłownie) motocykli elektrycznych w sposób wielowymiarowy. Ja niestety zaliczam się do "dinozaurów", które chowają głowę pod ...
OdpowiedzWłaśnie zaczynam się zastanawiać co sie dzieje na tym portalu, że od pewnego czasu pojawiają sie całkiem fajne artykuły. Czyżby redakcja miała na stażu jakiegoś studenta :D
OdpowiedzNawet jeżeli wypominamy, że nie w każdym państwie energia elektryczna jest "czysta i zielona" to już teraz pojazdy elektryczne emitują mniej szkodliwych gazów niż ich spalinowe odpowiedniki. ...
OdpowiedzSzwedzcy naukowcy z instytutu IVL policzyli slad weglowy generowany w trakcie produkcji samej baterii do Tesli S. W momencie kiedy zjezdza ona z tasmy produkcyjnej, ma juz na koncie emisje taka jaka generuje przecietny diesel podczas osmioletniej eksploatacji. Istotne jest takze to, ze emisja zwiazana z produkcja wzrasta liniowo wraz z pojemnoscia baterii... Globalnie elektryki degraduja srodowisko bardziej niz spaliniaki, a jedynym zyskiem jest bezemisyjnosc w miejscu eksploatacji. W ostatecznym rozrachunku ekologicznym to takie leczenie otwartej rany przez jej pudrowanie.
Odpowiedz